Nowy polski święty

Szymon z Lipnicy (1345/1440-1482)

W niedzielę 3 czerwca br. w Rzymie odbędzie się kano­nizacja czworga błogosławionych, a wśród nich świętym całego Kościoła zostanie ogłoszony bł. Szymon z Lipnicy, żyjący w średniowieczu krakowski bernardyn. Tego samego dnia podjęto decyzję o kanonizacji innego franciszkanina, bł. Antoniego od św. Anny Galvao de Franca (XVIII/XIX w.), Brazylijczyka, który zostanie kanonizowany podczas wizyty Ojca Świętego w Brazylii, 11 maja br. Przed kilkoma miesiącami drukowaliśmy w „Posłańcu św. Antoniego" (wrzesień-październik 2006) życiorys bł. Szymona, obecnie również przypominamy jego postać. Szymon był krakowskim kaznodzieją bernardyńskim i zmarł podczas epidemii.

Syn piekarza

Nowy Święty żył pod koniec średniowiecza i był związany przede wszystkim z Krako­wem. Urodził się w Lipni­cy Murowanej koło Bochni, w miejscowości, w której w XIX w. wychowywały się dwie święte kobie­ty ze znanej rodziny Ledóchowskich, św. Urszula i bł. Maria Teresa. Datę urodzenia Szymona znamy tylko w przybliżeniu (1435-1440), gdyż z tego okresu nie mamy jeszcze ksiąg me­trykalnych. Był synem Grzegorza, bo tak go zapisano jako studenta Uniwer­sytetu Jagiellońskiego. Według tradycji jego ojciec miał być piekarzem, a matka nosiła imię Anna. W Lipnicy uczył się zapewne w szkole parafialnej, a w 1454, zapisał się na Akademię Kra­kowską. Musiał zatem być zdolnym i pilnym uczniem, skoro z niewielkiej miejscowości i niebogatej rodziny tra­fił na Uniwersytet. Wpisowego – jak świadczą księgi – wpłacił jeden grosz, choć przyjęta taksa wynosiła wówczas sześć groszy. To wskazuje, że jego rodzina nie była bo­gata. Nic nie wiadomo, czy opiekował się nim jakiś znaczny patron, na studia być może wysłał go proboszcz, aby zapewnić sobie nauczyciela w para­fialnej szkole. W Krakowie podczas studiów z pewnością mieszkał w jakiejś bursie razem z innymi żakami. Stare życiorysy zapewniają, że nie podzielał wesołego życia żakowskiej kompanii, ale pilnie się uczył i szukał ciszy w koś­ciołach, mając od dzieciństwa szcze­gólne nabożeństwo do Najświętszej Panny. Ukończył sztuki wyzwolone z tytułem bakałarza, co otwierało mu dro­gę do dalszych studiów, albo pozwalało mu zostać nauczycielem w parafialnej szkole lub wychowawcą dzieci.

Zakonnik

Czas jego studiów przypadł w wtedy, gdy w Krakowie przez bli­sko rok (1453-54), przebywał św. Jan Kapistran, wielki kaznodzie­ja i reformator franciszkańskie­go życia zakonnego. Wzbudził on wiele powołań zakonnych, zwłaszcza pośród krakowskich studentów, zresztą pewnie nie­wielu ludzi spoza Uniwersytetu rozumiało kaznodzieję, który przemawiał po łacinie. Św. Jan Kapistran założył nową franciszkańską wspólnotę zakonną na wzór wspólnot wło­skich, ściśle przestrzegających Re­gułę św. Franciszka. Zgłosiło się do niej około stu krakowskich studentów. Taki był początek pierwszego klasztoru ber­nardynów w Krakowie, którzy wkrótce rozrośli się w silną prowincję zakonną, traktowaną wówczas jako nowy zakon franciszkański. Nazwę swą bernardyni wzięli od kościoła, przy którym powstał ten klasztor, ufundowanego w Kra­kowie na Stradomiu pod wezwaniem świeżo kanonizowanego wówczas (w 1450 r.) św. Bernardyna ze Sieny.

Po ukończeniu sztuk wyzwolonych na Akademii, pobożny Szymon w 1457 r. wstąpił do tego kwitnącego klasztoru, gdzie po rocznym nowicjacie rozpoczął przygotowanie do kapłaństwa. Nie wie­my, czy teologię studiował jeszcze na Uniwersytecie; prawdopodobnie uczył się jej pod kierunkiem zakonnych mi­strzów w klasztorze na Stradomiu. Nie znamy zbyt wiele szczegółów z tego okresu życia Świętego, ale o jego teolo­gicznych zainteresowaniach świadczy rękopis, który po sobie pozostawił.

Święcenia kapłańskie przyjął oko­ło 1465 r., albo trochę wcześniej, bo już w tym właśnie 1465 r., nie mając jeszcze pełnych trzydziestu lat, został przełożonym klasztoru w Tarnowie, klasztoru, który się dopiero organizo­wał, bo założono go zaledwie w 1459 r. W tym samym 1465 r. jako gwardian z Tarnowa brał udział w kapitule prowincjalnej.

Kaznodzieja

Po dwóch latach powrócił jednak do Krakowa, gdzie został mianowany kaznodzieją. I tę funkcję pełnił już do śmierci. W pracy kaznodziejskiej naśladował wielkich kaznodziejów i bernardyńskich patronów, św. Bernar­dyna ze Sieny i Jana Kapistrana, czcząc i wzywając na ambonie imię Jezus.

Słuchali go szczególnie krakow­scy studenci, bo przecież wciąż był jeszcze młodym człowiekiem, ale na jego kazania przychodziło wiele osób szukających prostych dróg do Boga. Czasem słuchacze niepokoili go swo­imi odwiedzinami, chcąc się u nie­go wyspowiadać lub znaleźć pomoc w rozwiązaniu trudnych problemów życiowych. Wielu kierował do życia zakonnego. Niechętnie tylko podobno rozmawiał z paniami, które prywatnie szukały u niego rad życiowych.

W swoim krótkim pobożnym życiu miał też większe urozmaicenie. W 1472 r. podróżował do Akwili we Włoszech, gdzie brał udział w przeniesieniu relik­wii św. Bernardyna ze Sieny z kościoła św. Franciszka do nowowzniesionego kościoła św. Bernardyna. W 1478 r. natomiast jako delegat („dyskret”) swojej prowincji wraz z dwoma inny­mi Polakami uczestniczył w kapitule generalnej obserwantów w klasztorze św. Jakuba koło Pawii, we Włoszech. Po kapitule odwiedził Rzym, a potem pielgrzymował także do Ziemi Świętej (1478-1479).

Pod koniec średniowiecza po całej Europie grasowały częste zarazy, które dziesiątkowały jej mieszkańców. W ciągu swego krótkiego życia Szymon był świadkiem kilku takich epidemii, podczas których w samym Krakowie umierało 40 do 50 osób dziennie. Pod­czas zarazy, jaka nawiedziła Kraków w 1482 r. nie tylko nie opuścił miasta, ale nawet spowiadał zarażonych. Przy tej okazji sam nabawił się choroby. W oktawę święta Nawiedzenia Matki Bożej, 9 lipca, wygłosił swoje ostatnie kazanie. Wkrótce potem na jego ciele pojawił się charakterystyczny czerwo­ny wrzód, który już następnego dnia stał się czarny, a szóstego dnia od jego pojawienia się, 18 lipca 1482 r. zmarł, mając niewiele ponad czterdzieści lat. Pochowano go tego samego dnia - jak to zwykle praktykowano podczas epi­demii. W takich warunkach pogrzeb nie mógł być zbyt uroczysty. Jego ciało złożono w krakowskim kościele bernardynów pod ołtarzem, pomiędzy pierwszymi zmarłymi tam zakonnika­mi. Już po pogrzebie brat infirmarz, który się nim w chorobie opiekował, przypomniał sobie prośbę świątobliwego zakonnika, że chciał być pochowany pod progiem kościoła, aby wszyscy po nim deptali, ale na zmiany było już za późno.

Wkrótce po jego śmierci zaczęto wzywać jego wstawiennictwa u Boga i jeszcze podczas tej samej epidemii przypisywano mu cudowne uzdro­wienia z zarazy. Odtąd nieprzerwa­nie mieszkańcy Krakowa modlą się przy jego grobie, wzywają pomocy szczególnie w różnych chorobach, a studenci proszą o pomoc w nauce. Do 1982 w specjalnej księdze opisano 151 łask otrzymanych za jego przyczyną. W XVII w. zaczęto starania o jego beatyfikację, która doszła do skutku 24 lutego 1685 r. Wkrótce rozpoczęto także starania o kanonizację, ale jak w przypadku wielu innych polskich świętych w prowadzeniu procesu prze­szkodziły rozbiory Polski, a potem wojny.

Nieprzerwany jego kult trwał i trwa nadal przede wszystkim w Krakowie, gdzie w kościele bernardynów po­święcono mu oddzielną kaplicę oraz w rodzinnej Lipnicy Murowanej, gdzie wzniesiono kościółek pod jego we­zwaniem.

Obecna kanonizacja przypomina nam, że Kraków jest miejscem, gdzie w każdej epoce żyli święci i trwa o nich nieprzerwana pamięć, a ich obecność w życiu krakowskiego Kościoła utrwala w wiernych potrzebę dążenia do świętości.

Święty Szymon z Lipnicy, podobnie jak inni średniowieczni święci franciszkańscy, był świadomy, że
życie człowieka toczy się pośród roz­dzierających je przeciwieństw, pomię­dzy Bogiem i światem, działalnością
zewnętrzną i życiem duchowym, po­między łaską oraz wszystkimi darami nadprzyrodzonymi a doczesnością.
Wzorem innym świętych zdawał so­bie sprawę z tego, że żyje nie tylko dla siebie, ale winien w swoim życiu
przyczynić się także do dobra innych ludzi. Był więc – jak św. Franciszek – oddany modlitwie i pracy dla dobra bliźniego. Troszcząc się o życie i zbawienie wieczne braci dotkniętych epidemią, dowiódł, że taka troska by­ła istotnym motywem w całym jego życiu, że rzeczywiście pragnął dobra, ustawicznie pracował służąc innym, choć niekiedy wymagało to silnej woli i prawdziwego męstwa.

Jan Ziemski

w: Posłaniec Św. Antoniego, maj-czerwiec 2007, nr 3, s. 28-29
 
 
 
Bernardyni kontakt
ul. Bernardyńska 2; 30-960 Kraków; e-mail: krakow@bernardyni.ofm.pl tel: 012 422 16 50